Wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem?

Zawsze mnie zastanawiają takie zbitki myślowe i i zaczynam się zastanawiać, czy to nie manipulacja.

Takie stwierdzenie można często spotkać w odniesieniu do sytuacji na Ukrainie.
Bo Ukraina nie wyraziła skruchy za ludobójstwo dokonane na Wołyniu i ogólnie Kresach II Rzeczypospolitej, ale poniewż walczy z Rosją - naszym wrogiem, to i tak należy uznać ją za przyjaciela. I stosownie pomagać.

Problem w tym, że można przeprowadzić rozumowanie równoległe: owszem Rosja jako spadkobierca ZSRR jest współwinna bestialskiemu mordowi polskich oficerów, a szerzej elit i co prawda wyraziła ubolewanie z tego tytułu to pokajała się niedostatecznie. Jednak wobec próby likwidacji banderyzmu na Ukrainie należy ją traktować jako przyjaciela i stosownie pomagać.

Wygląda na to, że obie opcje są jednakowo uprawnione. Stąd dylemat: co wybrać?