Czy i jakie wybory nas czekają? A może jednak należy iść własną drogą?

 

To, że czekają nas dramatyczne wybory w bliskim czasie - chyba nie ulega wątpliwości. A sytuacja jest "lejkowa", czyli łatwo wybrać rozwiązanie tyle, że należy pamiętać o konsekwencjach, które będą nieuchronne.

Zatem należy najpierw odpowiedzieć na pytanie jakie możliwości się przed nami rysują. I warto zauważyć, że chodzi o model współżycia społecznego; poziom konsumpcji jest sprawą wtórną, drugorzędną, gdyż zależy od stopnia świadomości i przyjętych priorytetów. Właśnie "zachłanność konsumpcyjna" jest czynnikiem "lejkowym" - łatwo poddać się możliwościom konsumpcyjnym zapominając, że zwykle jest to na kredyt, który trzeba zwrócić i to "plując krwią odsetek".

Druga opcja daje wygodę leniwego życia z dostępnością dóbr podstawowych, ale płaci się letargiem, uległością i brakiem możliwości rozwoju wg własnych zasad.

 

Co oferuje nam Zachód? 

Trochę błyskotek, za które i tak będziemy musieli zapłacić. Tyle, że na starcie żąda oddania suwerenności w podejmowaniu decyzji. Owszem, będzie nieco korzyści na początku, ale pojawi się "szklany sufit" - zawsze będziemy "drugim sortem", który ma być zarządzany  i sterowany - zawsze będziemy mieli długi, które trzeba będzie "odpracowywać". Będą poluźnienia i przykręcanie śruby, ale nigdy nie będzie możliwości podejmowania samodzielnie decyzji.

 

A co ze Wschodu?

Wschodnie zarządzanie opiera się na innych nieco zasadach. Turańszczyzna to model, gdzie car - władca jest właścicielem wszystkiego jako samodzierżawca, który otrzymał wszystko od Boga i to nawet bez wskazań jak ma dzierżawą zarządzać.

W efekcie to car ustala jakie mają być relacje między ludźmi. Owszem , czyni to przez swoich przedstawicieli, którzy traktują powierzoną im dziedzinę także na zasadzie własności, czyli  decyzje są obowiązującym prawem w ich strefie działania.

Taki  "dzierżawca" otrzymuje zadanie od "cara" na np. zorganizowanie jakiejś produkcji. Jego sprawa jak to robi - liczy się efekt końcowy. Jeśli nie odpowiada to "carowi"  - płaci głową..

Dotyczy to zarówno gospodarki, wojska jak i zarządzania miastem , czy regionem.

Czy liczy się interes - np. poziom życia mieszkańców? Nic podobnego, ważne tylko, aby nie dochodziło do buntu.

 

Czym się różnią te modele zarządzania?

W jednym wypadku jest to bat (model wschodni). W drugim zmuszanie "okolicznościami" do samodzielnego przestrzegania reguł.

Dla mających wątpliwości: czy nie taki model serwuje KK tworząc sferę grzechu, którego nie należy popełniać pod karą utraty zbawienia? I czy to różni się, co do zasady, od praw bankowych?

Czyli sfera wolności ograniczona jest batem "cara", a z drugiej karą za popełnienie grzechu - przekroczeniem prawa ustanowionego przez zarządcę ( zazwyczaj niejawnego).

 

Obecnie dominuje narracja tworzenia niechęci do wschodniego modelu zarządzania - przypomina się zbrodnie caratu i dopisuje do nich zbrodnie sowieckie, co jest fałszem, gdyż sowietyzm był próbą zaimplementowania systemu zachodniego w Rosji.

Niemniej w polskim społeczeństwie istnieje, z uwagi na zaszłości, zdecydowana niechęć do tego modelu. Model zachodni jest równie zbrodniczy, ale na obecnym etapie ma "pełzającą" formę. Jednak uległość odpowiadać będzie skutkami podobnymi z tymi, które zaserwował nam sowietyzm.

 

Jak się to ma do obecnej sytuacji i "powszechnego poparcia" dla walczącej Ukrainy?

Wnioski są wyraźne. Wspieranie Ukrainy to udział w walce z systemem wschodnim. I w tym sensie - znajduje uzasadnienie.

Niestety to wsparcie jest też wsparciem systemu zachodniego, który jest równie groźny dla Polski. W przypadku wygranej Rosji znajdziemy przed sobą wroga o określonych motywacjach - na tyle znanych, że można się im przeciwstawić.

Jednak wygrana Ukrainy to wprowadzenie wroga we własne szeregi. Skutkiem będzie wzrost zależności od obcych decydentów i to poczyniony własnymi siłami.

Można powiedzieć, że wygrana Ukrainy byłaby klęską i Polaków i Ukraińców, gdyż znaleźlibyśmy się w systemie zachodniego zamordyzmu.

W tym kontekście docierające informacje o udziale Polaków w walkach na Ukrainie należy porównywać z wstępowaniem w szeregi SS w czasie II WŚ. Taką samą rolę pełnią ci najemnicy względem polskości. 

Jak widać - 80 lat temu występowało znacznie większe rozumienie sytuacji, które nie pozwalało na przekraczanie granic polskości. Obecnie granica jest rozmyta.

I z tym mało optymistycznym akcentem pozostawiam czytających w stanie pozwalającym na refleksje. Czy słusznie?